...A w nich stanął wysoki, umięśniony mężczyzna. Trzymał coś w rękach. To był chyba jakiś list. Ale co ten facet tutaj robi, po co przyszedł?
-Witam, drogie panie- uśmiechnął się krzywo. Podszedł do stolika i położył na nim kartkę.
-To do chłopaków- zaśmiał się. Znasz skądś ten śmiech. Mężczyzna wyszedł, a my siedziałyśmy cicho, wystraszone.
-Coś jest nie tak- stwierdziła Julie.
-Ciekawe, co jest napisane na tej kartce?- już chciałam po niej sięgnąć, gdy weszli chłopacy.
-Co się stało?- zapytał Zayn. Liam podszedł do stolika i wziął kartkę. Z każda chwilą denerwował się coraz bardziej, jego przyjaciele również. Ja z dziewczynami siedziałam cicho, chociaż chciałabym dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Ale nie jestem na tyle głupia, żeby się ich pytać. Może dowiem się przy okazji, nie będę ryzykować i dowiadywać się na siłę, nie jestem wścibska. Zresztą jak oni są zdenerwowani to... muszę przyznać trochę mnie przerażają...
-Ann, Juli, Den, nie wracacie już do Londynu. Będzie bezpieczniej, jeśli zamieszkacie z nami- uznał Li.
-Czas wracać- powiedział Louis. Liam wziął mnie za rękę.
-Chodź, Kitty- pocałował mnie w skroń. Och, Kitty? Fajnie wymyślił, podoba mi się. Kiedy już wszyscy znaleźliśmy sie w domu, chłopacy kazali mi i dziewczynom iść na górę.
-Nie przeszkadzajcie nam- phi, teraz mnie Liam wyganiasz? No cóż, nie chcę go denerwować, zresztą sprawa jest chyba poważna. Wzięłam dziewczyny do siebie. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, ale nie byłyśmy zbyt głośno, żeby nie przeszkadzać chłopakom. Kiedy Louis, Zayn i Harry przyszli po dziewczyny i powiedzieli, że już mają iść spać, trochę się zdziwiłam. Trochę bardzo. Poszły, ale to było dziwne, chłopacy aż tak bardzo każą im się słuchać? W tej chwili do pokoju wszedł Liam.
-Idź już spać, jesteś zmęczona- powiedział, skradając całusa.
-Skąd wiesz, że jestem?
-Po prostu zrób to, o co cię proszę i idź spać.
-Ale nie chcę- powiedziałam trochę niepewnie, bo w sumie, to nie chciałam go wkurzyć. Nie należałam do osób, które lubiły się kłócić. No, chyba, że nerwy i inne emocje brały górę, ale to działo się bardzo rzadko i w skrajnych przypadkach. Na przykład wtedy, kiedy Liam mnie porwał. Jednak nie lubiłam, kiedy mi rozkazywał.
-Idź spać!
-Nie rozkazuj mi- delikatnie postawiłam na swoim. Upsss...
-Będę. Mam nauczyć cię posłuszeństwa?- zdezorientował mnie i wystraszył tym pytaniem. Co on chce zrobić? Chyba mnie nie skrzywdzi? Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo on podniósł mnie i położył na łóżku. Wyszedł, zamykając drzwi. Usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. Zamknął mnie na klucz?! Tak... tak kończy cicha i potulna dziewczynka, jaką jestem. Czemu nie mogę być bardziej odważna? Nienawidziłam w sobie tego, że jestem taka cicha. Mogłam mu się sprzeciwić! Kurwa. Chociaż i tak by to pewnie nie poskutkowało, zapewne zdenerwowałby się bardziej. Ale przynajmniej postawiłam na swoim, mam tę satysfakcję, że nawet mu nie uległam. Chociaż to drugie bardziej by ci się opłacało...
Rano obudził mnie delikatny pocałunek w usta.
-Wstawaj, Skarbie- Liam. Otworzyłam oczy, a on wpił się w moje usta. Jaka przyjemna pobudka. Ulegasz mu, Kate. No tak, chyba mu ulegam. Ale on nie jest taki zły, jeśli go lepiej poznać. Da się go kochać, każdego się da. Tak myślę.
-Kocham cię- powiedział.
-Co tak wcześnie?- zamarudziłam zaspana.
-Wcześnie???- zaśmiał się Li. -Ubierz się i chodź na śniadanie, poczekam na ciebie.
-Nie musisz...
-Ale poczekam- no dobra, niech mu będzie. Nie chcę się kłócić, wiem, ze przegram. Wzięłam byle jakie ciuchy i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i owinęłam się ręcznikiem. Czesałam włosy, kiedy ktoś przytulił mnie od tyłu.





