wtorek, 4 lutego 2014

Liam- cz.23

Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam. Biegłam tak chwilkę, kiedy przystanęłam i rozejrzałam się. Pięknie... Ale co ja głupia sobie pomyślałam??? Że zaczną mnie gonić?! W sumie, lepiej, ze poszłam. Ale jak wrócić teraz do domu? No, ja to czasami potrafię. Pomimo mojej, trochę żałosnej sytuacji, zaśmiałam się. Rozejrzałam się po okolicy i zauważyłam znajomą sylwetkę znikającą za ścianą jakiegoś budynku. Chwila... skąd ja znam tę osobę? Nie umiałam sobie przypomnieć, więc zignorowałam to. Nagle zorientowałam się, jak zimno mi było. Dreszcze przeszły po moim ciele, a ja starałam się rozgrzać, pocierając moje ramiona. Ruszyłam w, jak mi się wydawało, drogę powrotną. Dobrze szłam, bo po chwili zaczęłam rozpoznawać budynki, w końcu w oddali zobaczyłam dom, w którym mieszkam. Im bliżej byłam, tym bardziej bałam się, tego, co mnie czeka. Obawiałam się, że Liam jest teraz strasznie zły. Upsss... W końcu znalazłam się przed drzwiami. Niepewnie je otworzyłam.
-Katie, do cholery!!!- o kurwa, no pięknie. Ale co ja mogę, że zaczęli palić, a ja nienawidzę dymu? No to sobie poszłam i tyle, chyba mogę czasami wyjść bez Liama??? O wilku mowa. Właśnie stanął przede mną. Spuściłam głowę.
-Gdzie ty chodzisz?! Czy masz pojęcie, jak bardzo się martwiłem?!- nic nie mówiłam. No bo co miałam powiedzieć? Jeszcze bardziej go wkurzę, znając życie.
-Chodź- mocno chwycił moją rękę, po czym zaprowadził mnie na górę. Nie szarpałam się, on tylko wepchnął mnie do mojego pokoju i zamknął drzwi na klucz. Przeszły mnie ciarki, nie cierpiałam, kiedy mnie zamykał. Kim on do cholery jest?! Wiem, że zachowałam się głupio, ale nie tylko ja, zresztą nie mam pięciu latek... W złym humorze próbowałam zasnąć.


Kiedy rano wstałam, nie obyło się oczywiście bez bólu głowy. Czułam się okropnie, tym bardziej, że Liam był na mnie zły. Ubrałam się w https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRXkzsdWIDbdRJsOVj82CN2HKerwxQVuWG5BNO3RoxKf-xG1UJTYQ , a następnie spróbowałam otworzyć drzwi. Nic z tego, z zaskoczeniem zauważyłam, że nadal są zamknięte. Dlaczego mnie jeszcze nie wypuścił?! Zaczęłam w nie pukać, ale to nie skutkowało. W końcu przestałam, bo głowa mi pękała. Zaczęłam zastanawiać się, która jest godzina, bo może wszyscy jeszcze po prostu śpią??? Nagle usłyszałam czyjeś kroki, szybko usiadłam na łóżku. Ktoś przekręcił zamek w drzwiach i do wszedł do pokoju. Oczywiście Liam.
-Masz śniadanie- powiedział cierpko. Zdziwiona popatrzyłam się na niego, ale odwrócił wzrok.
-Porozmawiamy później- powiedział i wyszedł szybko. On też nie wyglądał zdrowo. Swoją drogą, ciekawe, kiedy się zorientowali, że mnie nie ma? I jaka była ich reakcja? Niezadowolona westchnęłam i zajęłam się posiłkiem. Położyłam naczynia na stoliku i usiadłam na mój 'ukochany' parapet. Siedziałam tam sobie, nie wiem, ile czasu minęło. W końcu jednak postanowiłam powalczyć o swoją wolność i zaczęłam pukać w drzwi.
-Tak?- tym razem Liam przyszedł szybciej.
-Możesz mnie wypuścić?- spytałam trochę zgryźliwie.
-Może... Ale na razie zachowujesz się jak dziecko.
-Ja?! Chciałam zauważyć, że nie tylko ja wczoraj piłam, nie moja wina, zaczęliście palić...
-ALE MÓWIŁEM CI, ŻE ZE WZGLĘDU NA TWOJE BEZPIECZEŃSTWO MASZ NA SIEBIE UWAŻAĆ, A WCZORAJ OSIĄGNĘŁAŚ SZCZYT GŁUPOTY!
-Dlaczego tak się o mnie boisz?! Nie mam pięciu lat!
-Bo martwię się o ciebie, w każdej chwili może ci się coś stać!
-A może ja nie chcę, żebyś się martwił?! Wiesz, naprawdę trudno jest kochać kogoś, kto nie chce wypuścić cię z domu i traktuje cię, jakbyś był niedorozwinięty umysłowo!- zanim pomyślałam, co mówię, było już za późno. Liam walną pięścią ścianę obok, obrócił się i wyszedł. Czemu ja zawsze muszę sobie utrudniać życie? Osunęłam się po ścianie, a łzy powoli zaczęły spływać po mojej twarzy. Jestem taka głupia...