wtorek, 14 stycznia 2014

Liam- cz.20

Hmmm... tak sobie pomyślałam, że czasami mogłabym wplatać do opowiadania jakieś w miarę krótkie momenty, wspomnienia z historii Kate i Liama, żeby lepiej przybliżyć ich historię :)
 

-Zacznijmy od tego, że teraz ładnie odłożycie broń... Chyba nie chcecie, żeby tej panience coś się stało?- mężczyznę wyraźnie bawiła cała ta sytuacja. Podniósł broń i przycisnął ją do mojej skroni. Czułam się okropnie głupio. Dałam się tak wkręcić, chciałam sobie udowodnić, że nie jestem niezdarą. I co z tego wyszło? Jedno, wielkie gówno. Brawo, tylko ja mam takiego pecha. Nagle do pomieszczenia wkroczyli  Liam i Louis. Zdziwili się, kiedy zobaczyli chłopaków z podniesionymi rękoma i mnie w tej głupkowatej sytuacji. W oczach Liama dostrzegłam... strach? Ból? A może wszystko na raz? Oni też odłożyli broń.
-Myślicie, że się was nie spodziewałem? Zawsze jestem ostrożny...- zaśmiał się parszywie, a ja nie mogłam spojrzeć chłopakom w oczy. Czułam się, jakby to wszystko było moją winą, chociaż nie mogłam przewidzieć tego, że ten koleś jest uzbrojony.
-Nie ruszaj się z miejsca, bo rozwalę jej tą śliczną główkę- powiedział mój oprawca do Liama, który starał się nieznacznie zbliżyć do jednego z pistoletów. Jeżeli oni coś zrobią, ten facet mnie zabije. Oni nie mogą zrobić nic...



 *....*
 -Nie ruszać się, bo strzelam! To jest napad!- mój kolega Ricky wpadł do salonu, będącego w owym momencie bankiem.
-O nie!- zaczęła krzyczeć Nathalie.
-Dawaj pieniądze- chłopiec skierował głowę w moją stronę.
-Nie!
-Daj, bo strzelam!- pokiwał pistoletem na wodę tuż przed moim nosem. Zaczęłam wrzucać papierowe banknoty do reklamówki z delikatesów, którą podał mi ten bandyta.
-A teraz pójdziesz ze mną...- oprócz siatki, wziął też mnie. Ciągnął mnie w stronę drzwi, Nath krzyczała.
-Pomocy! Niech ktoś nam pomoże!
-Cicho bądź, nikt wam nie pomoże, bo nikt ze mną nie zadziera...- Ricky pomachał swoją "bronią". Próbowałam się wyrwać, ale mi się nie udawało. Był silniejszy. Nagle do salonu wpadł Jamie.
-Zostaw ją, ty potworze!- strzelił z pistoletu na wodę prosto w Ricky'ego. Chłopak padł zaskoczony na ziemię. Byłam wolna.
-Nasz wybawca!- rzuciłyśmy się z Nath James'owi na szyję. Ricky leżał w kałuży wodnej krwi, pieniądze wróciły do banku. W tym wspaniałym momencie do salonu weszła mama.
-Dzieci, koniec zabawy, musimy z tatą popracować. CO TU SIĘ STAŁO?!- spojrzała na mnie i James'a. -MACIE NATYCHMIAST TUTAJ POSPRZĄTAĆ, KONIEC ODWIEDZIN!- wyprosiła Nath i Ricky'ego, a pistolety na wodę i papierowe banknoty zostały zabrane. Bank został rozebrany do części pierwszych. Poszliśmy do swoich pokoi. Koniec zabawy.

*...*



W tym momencie tylko ja mogłam sobie pomóc. Żaden dzielny kowboj mnie nie uratuje, ale ja mogę spróbować. Z całej siły wbiłam szpilkę w nogę mężczyzny, który syknął z bólu. Był zdezorientowany. Kopnęłam go w czułe miejsce, a on wypuścił broń. Chłopacy w mgnieniu oka się nim zajęli, a Liam już trzymał mnie w swoich objęciach. Naprawdę się o mnie martwił, a ja naprawdę byłam w tamtej chwili szczęśliwa. Udało mi się pokazać, że nie zawsze muszę być tą najgorszą. W dodatku poczułam, że moje miejsce jest w ramionach Liama. Nigdzie indziej.

Liam- cz.19

Szybko odszukałam w tłumie Liama i Louisa, wzięłam głęboki oddech, i poszłam dalej. Gościu siedział przy barku, więc się dosiadłam. Od razu zwrócił na mnie uwagę. Uśmiechnęłam się do niego zalotnie. Rozejrzałam się dokoła i obejrzałam drinki, jakie mają do wyboru. Kontem oka zerknęłam na mężczyznę. Rozmawiał z jakimś kolegą, który poszedł po chwili. Zdecydowałam się zamówić drinka, który mi się spodobał. Już miałam płacić, kiedy brunet chwycił mnie za rękę.
-Ja zapłacę- uśmiechnął się.
-Dziękuję, nie trzeba- udawałam speszoną.
-Aż szkoda byłoby nie zająć się tak piękną panną...- uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
-Jesteś tutaj sama?
-Tak- westchnęłam, udając smutną
-No to już nie. Zatańczymy?
-Oczywiście, nie mogłabym odmówić tak przystojnemu mężczyźnie- rozpromieniłam się i puściłam mu oczko. Facet objął mnie w talii i zaprowadził na parkiet. Byłam zdziwiona tym, jak łatwo mi to idzie.
-Jesteś taka gorąca- szepnął mi do ucha, kiedy tańczyliśmy.
-Więc na co czekamy?- zadałam znaczące pytanie. Uśmiechnął się.
-Wobec tego, chodź- powiedział i pociągnął mnie w stronę toalet.
-Nie, poczekaj... Do toalety ktoś zawsze może wejść... Chodź na zaplecze...- trochę się chyba poplątałam. W duchu modliłam się, żeby ten facet niczego nie zaczął podejrzewać.
-No, skoro wolisz...- dziwnie się spojrzał, ale ostatecznie ruszyliśmy na zaplecze. Ufff, udało się. Trochę szybko mi to poszło. Spojrzałam za siebie, ale nigdzie nie widziałam Liama. Mam nadzieję, że gdzieś tutaj jest. Weszliśmy w jakiś korytarz, gdzie muzyka była wyraźnie cichsza. Mężczyzna otworzył drzwi do jakiegoś pomieszczenia i znaleźliśmy się w środku. Zaczynałam się stresować.
-Miło cię widzieć- usłyszałam znajomy głos Nialla. Dzięki Bogu. Mężczyzna odwrócił się, chłopacy zagrodzili mu drogę.
-Też się cieszę z tego spotkania- prychnął facet. Nie okazał żadnego strachu. -Będziemy mogli pogadać...- chciałam odejść, ale osobnik trzymał mnie mocno. Nagle poczułam coś zimnego przy żebrach. O kurwa.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Liam- cz.18

Hehehehe, okej, no to zaczyna się akcja ;D Trochę myślałam nad tym, jaka powinna ona być, w końcu jednak wymyśliłam coś, oby się spodobało ;D


-Wstawaj śpiochu, już dwunastaa!- czyjeś krzyki wybudziły mnie ze snu. Nie chciało mi się wstawać, słowa do mnie nie docierały.
-No weeeź, nie zakrywaj nam się, tylko wychodź spod pierzynki!
-Nieee chceee mi się...- powiedziałam, a raczej wyziewałam i wtuliłam głowę w poduszkę.
-Pobudka, nie ma wyjątków!- usłyszałam, jednak nie przejęłam się tymi słowami. Do czasu, kiedy poczułam coś twardego spadającego na mnie, co skutecznie wyrwało mnie ze snu już na dobre.
-Ałć...- tylko to dałam radę wydukać, byłam nieco zdezorientowana, szczególnie tłumem w moim pokoju. W końcu jednak zorientowałam się, że to tylko Ann, Juli i Den. Stały i śmiały się ze mnie.
-Hehehe, bardzo śmieszne...
No nie gniewaj się, nie chciałaś wstać, to sięgnęłyśmy po bardziej radykalne środki- zachichotała Den, kładąc rękę na moim ramieniu. Nath też stosowała takie "radykalne środki"... hahaha...
-Po co mnie obudziłyście?- spytałam.
-No bo dzisiaj akcja, już dwunasta, musisz się przygotować, a chłopaki nie chcą jechać na złamanie karku, żeby zdążyć, zanim ten gość pojedzie- powiedziała Ann. Pacnęłam się w głowę. No tak, głupia ja, dzisiaj jest ta akcja!
-Okej, pójdę się ubrać i już schodzę!- mówiąc to, udałam się do łazienki. Ubrałam się w coś wygodnego i zeszłam na śniadanie. Liam przywitał mnie pocałunkiem. Przyjemnie jest być całowanym na dzień dobry, szczególnie w dni takie, jak ten. Wszyscy cały czas żartowali, byli w znakomitych humorach. Ale chyba nie powinni się tak cieszyć przed akcją. Bo co, jeśli coś pójdzie źle??? Co, jeżeli ja nawalę??? Przestałam o tym myśleć i udałam się do mojego pokoju w poszukiwaniu czegoś na wieczór.
-Hmmm...
-Co robisz, Kitty???
-Szukam ubrania na wieczór...
-Wybierz jakąś seksowną, krótką sukienkę.
-Nie będziesz zazdrosny?- spytałam zaczepliwie.
-Będę, ale to jest niestety konieczne- zaśmiałam się w duchu. Liam pocałował mnie w czubek głowy i wyszedł, mówiąc, żebym mu się pokazała w wybranym ciuchu. Szukałam chyba z pół godziny, aż w końcu wybrałam. Ubrałam się, zrobiłam makijaż, spryskałam się perfumami i zawołałam Liama.
-Wooow- stanął w drzwiach pokoju.
-Mmmm... mam na ciebie ochotę...- mruknął przygryzając płatek mojego ucha, a ja poczułam, że się czerwienię. Nienawidziłam się czerwienić... On tylko zaśmiał się cicho i mnie przytulił. Zaciągnęłam się jego zapachem, który działał na mnie jak narkotyk.
-No, gołąbeczki, czas już na nas- do pokoju wkroczył Harry.
-No, no, no,widzę, że możemy już jechać?
-Tak, chodź Liam- pociągnęłam go za rękę. Wsiedliśmy do auta, po chwili byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy i ruszyliśmy w stronę wejścia.
-Niall, Zayn, Harry, wy już idźcie. Kate, jesteś gotowa?- skinęłam głową.
-Idź, ja z Lou będziemy w pobliżu...- Liam pocałował mnie, a ja niepewnie weszłam do klubu. W moje nozdrza uderzyły mocne zapachy perfum, dymu papierosowego i alkoholu. To wszystko spowodowało, że zakręciło mi się w głowie. Szybko jednak się ogarnęłam i poszukałam wzrokiem wysokiego bruneta... Jest! Krzyknęłam w myślach i ruszyłam w jego kierunku. Czułam, że zaczynam się bać.



Kate przed akcją ;3

niedziela, 12 stycznia 2014

Liam- cz.17

-O tej porze?
-Chodź, przejdziemy się...- złapał mnie za rękę, kiedy ubrałam swoją kurtkę. Zaprowadził mnie do auta. Otworzył mi drzwi i wsiedliśmy.
-Słyszałem, że pokłóciłaś się z Jamesem- odezwał się Li, kiedy ruszyliśmy.
-Tak- westchnęłam, przewracając oczami.
-O co dokładnie poszło?
-O jutrzejszą akcję. Nie chcę o tym gadać- westchnęłam, przewracając oczami.
-No, okej- powiedział, kończąc rozmowę. W pewnej chwili położył rękę na moim udzie, a mnie przeszły ciarki. Pogłaskał mnie delikatnie.  Mruknęłam niezadowolona, kiedy wziął swoją dłoń, a on uśmiechnął się pod nosem. Ups, miał tego nie usłyszeć. Zerknęłam za okno i zapatrzyłam się w niebo.
-Chodź, wychodzimy- powiedział cicho Liam. Ale seksowny głos... Zaraz, o czym ja myślę? Liam objął mnie delikatnie i zobaczyłam, gdzie jesteśmy. Jakiś park. Nikogo nie było w pobliżu, sama zapewne bałabym się tutaj przychodzić. Mocniej wtuliłam się w chłopaka.
-Boisz się?
-Nie, tutaj jest tak po prosu... dziwnie- nie zdołałam wymyślić niczego lepszego.
-Chodź, piękna- zaczęliśmy iść z Liamem przed siebie. Prowadził mnie alejkami, kiedy nagle doszliśmy do pięknego jeziorka. Usiedliśmy na ziemi. Rozejrzałam się wokół.
-Pięknie tutaj...
-Prawda? I tak cicho...- Przytulił mnie.
-Kocham cię- powiedział. Chyba czekał, aż odpowiem mu to samo, ale ja milczałam. Nie wiem, co czuję. To znaczy... zdaje mi się, że go kocham, ale skąd mam wiedzieć, czy to na pewno jest to? Liam westchnął i zaczął wpatrywać się w wodę. Zrobiło się niezręcznie cicho. Poczułam się tak, jakbym go... zawiodła.
-Kocham cię- powtórzył i nieoczekiwanie zaczął mnie całować. Wpuściłam jego język do swoich ust. Liam pogłębiał pocałunek z każdą chwilą. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie. Boże, jak on nieziemsko całuje...! Wtuliłam się w jego tors, kiedy w oddali coś dostrzegłam. Ktoś tam był i nas obserwował. Poruszyłam się niespokojnie.
-Coś się stało?
-Niee... eeemm... widzisz tam coś???- Liam wpatrzył się w ciemność.
-A ty coś widziałaś?
-Pewnie mi się zdawało...- teraz już nic tam nie widziałam. Może rzeczywiście mi się zdawało?
-Nie przejmuj się, jestem z tobą- odparł Li, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. Moje powieki robiły się coraz cięższe...

Słońce potrafi być wredne... Przetarłam zaspane oczy, odwracając wzrok od światła. Chwila, przecież wczoraj byłam z Liamem w parku... zasnęłam tam??? Rozejrzałam się. Byłam w swoim pokoju, Liam musiał mnie tu przynieść. Ubrałam się w to i zeszłam na dół.
-Cześć Kitty, jak się spało?- przywitał mnie Harry.
-Hej, bardzo dobrze, dzięki, że pytasz- uśmiechnęłam się, szukając wzrokiem Liama, kiedy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach.
-Witaj księżniczko- pocałował mnie czubek głowy.
-No cześć- wyszczerzyłam zęby. Zjedliśmy śniadanie, ja nie umiałam przestać myśleć o jutrzejszej akcji. Jakoś jednak dzień minął i szybko udałam się w krainę Morfeusza.

sobota, 11 stycznia 2014

Liam- cz.16

To był Louis. Usiadł obok mnie.
-Chcesz porozmawiać?- zapytał. Wzruszyłam rękoma.
 -To nie rozwiąże moich problemów.
-Ale będzie ci lepiej- pogłaskał mnie po plecach.
-Może masz rację...
-Wiem, zawsze mam- uśmiechnęłam się.
-Słyszałem, jak pokłóciłaś się z Jamesem. Nie chciał, żebyś jechała na tą akcję...
-Tak, ale ja chcę jechać. Nigdy jakoś nie miałam wielu przyjaciół, tylko jedną przyjaciółkę i brata, który nas bronił, kiedy ktoś nam dokuczał. Kiedy James uciekł z domu, zostałam prawie sama, sama musiałam sobie radzić. Przynajmniej Nathalie, moja przyjaciółka ze mną była... Ale James wolałby, żebym teraz wróciła do domu, nie mam tam jednak czego szukać- powiedziałam w skrócie. Louis pokiwał głową. Faktycznie, poczułam ulgę.
-Nie przejmuj się, przejdzie mu...
-No tak, ale... Nathalie- znowu zachciało mi się płakać.
-Kochanie, teraz wszelkie podróżowanie byłoby niebezpieczne, lepiej dla was, żebyście się nie spotykały na chwilę obecną- on nawet nie wie, jak mi ulżyło. Ma rację, teraz wpakowałabym ją w jakieś gówno, ale mimo wszystko obiecałam sobie, że jakoś się z nią skontaktuję, żeby tylko ją uspokoić. Czułam się źle z tym, że ja tu nic nie robię, a ona się może zamartwiać...
-No już, uśmiechnij się- Louis dźgnął mnie palcem w żebra. Miałam tam łaskotki, więc zaczęłam się śmiać. Nie pozostałam jednak chłopakowi dłużna i walnęłam go poduszką. Zaczęliśmy się wygłupiać.
-Dzięki, teraz mi lepiej- powiedziałam, śmiejąc się.
-Nie masz za co dziękować, a teraz chodź na dół, Liam zaraz wraca- czyli on gdzieś poszedł. Fajnie wiedzieć, ale cóż... Zeszliśmy na dół, a ja włączyłam telewizor. Leciała jakaś komedia, po chwili dosiadły się dziewczyny i śmiałyśmy się razem. Tak bardzo chciałabym, żeby Nath tutaj była...
-Witamy, drogie panie- powiedział Zayn wchodząc do pokoju razem z resztą chłopaków. No, nareszcie są.
-Co tak długo?- Louis wszedł za nimi. Miał rację, na dworze było już ciemno.
-A tak jakoś zeszło...- konkretnie i szczegółowo wyjaśnił Zayn.
Liam potrząsnął delikatnie moim ramieniem.
-Chodź- powiedział.
-Gdzie?
-Na spacer.




Kate & Louis :D

Liam- cz.15

-Będziesz musiała nam w czymś pomóc. Pojutrze pojedziemy do pewnego znanego klubu nocnego. Będzie tam ten mężczyzna- pokazał mi jakieś zdjęcie. Był na nim wyskoki, umięśniony brunet. Przyjrzałam się mu. Powinnam gościa zapamiętać. -Znajdziesz go wśród tłumu i zaczniesz z nim flirtować. Zapewne potem będzie chciał czegoś więcej, rozumiesz?- kiwnęłam niepewnie głową. -Dobrze. Najważniejsze jest, żebyś zaciągnęła go na zaplecze, nigdzie indziej... tam będzie Niall, Zayn i Harry, więc nie musisz się obawiać, tym bardziej, że ja i Liam cały czas będziemy w pobliżu. Będziesz bezpieczna- patrzyłam się na niego. Co oni chcą zrobić z tym facetem? Chyba nie chcą go zabić?
-Okeej...- powiedziałam niepewnie, bo co innego mi zostało? Nie będę się z nimi kłócić.
-Chodź, Kitty- powiedział Liam, obejmując mnie. Dalej był trochę podenerwowany. A ja? Ja chyba zdezorientowana. Liam zaprowadził mnie do mojego pokoju i przytulił.
-Przepraszam, że cię w to wpakowałem. Naprawdę nie chciałem, żebyś musiała zrobić coś takiego, jednak chłopacy się uparli, bo uważają, że ty się do tego nadajesz- zacisnął pięści. -Ale teraz nie ma czasu na kłótnie, to jest bardo ważny plan- spojrzał na mnie.
-Dobrze, zrobię to, ale muszę coś wiedzieć...
-Tak?
-Po co wam ten facet? Co chcecie z nim zrobić?- bałam się jego odpowiedzi, bo nie chciałabym im pomagać w morderstwie... Nie chcę mieć nikogo na sumieniu...
-Och, nic wielkiego, trochę pogadamy, do domu wróci żywy, ale większość zależy od jego przyjaciół.
-Co?
-To trochę skomplikowane- powiedział i cmoknął mnie w czoło.
-Ej...
-No co? Skradłem całusa- powiedział i zaśmiał się. Pokazałam mu język. Po chwili drzwi mojego pokoju uchyliły się. Stanął w nich mój brat. Niespodziewana wizyta...
-James!
-No cześć mała. Co robisz?
-Aaaa... nic- wzruszyłam ramionami, bo istotnie ostatnio nudziło mi się. Liam nie chciał, żebym wychodziła z domu bez niego, to chyba ma związek z tą dziwną sprawą, o której nic nie wiem... taak...
-Myślisz, że ci wierzę?- uśmiechnął się zadziornie. Rzuciłam w niego poduszką.
-Hehehe, okej mała, potem pogadamy... Teraz mamy ważne sprawy do obmówienia- spojrzał na Laiama, który siedział obok mnie. -Chodź Li, słyszałem, że coś się dzieje- James stał się poważny. On też jest w to wszystko zamieszany? Fajnie się wpakowałam...
-Tak, ale już mamy plan- Liam spojrzał niepewnie na mnie, po czym oboje wyszli z mojego pokoju.


Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi. Zeszłam z parapetu, na którym lubiłam rozmyślać i otworzyłam drzwi. James.
-Na pewno chcesz to zrobić?- zapytał. Nie był w dobrym humorze.
-Tak, James, nic mi nie będzie...- od razu zrozumiałam, o co mu chodzi.
-Nie powinnaś pakować się w takie sprawy, to niebezpieczne- powiedział twardo.
-Ale chłopacy będą mnie pilnować.
-No i co z tego?! Nie wiesz, w co się pakujesz, zostając tutaj i będąc z Liamem!
-A wracając do domu, co zyskam?! Kolejne kpiny idiotów z osiedla?! Dalszą obojętność ze strony rodziców i wszystkich ludzi wkoło?! Tam nie miałam nikogo, tylko Nath i ciebie, a kiedy ty uciekłeś, było tylko gorzej! Może teraz zacznę nowe życie, nie ważne, jakie, każde będzie lepsze. Nikt nie wie, ile płakałam w swoim pokoju, jak bardzo miałam dość tego, że jestem gorsza! Zawsze byłam! Mogę zaryzykować, nie mam nic do stracenia i nie zależy mi na powrocie. Ty też nie wróciłeś, dlaczego?- zapytałam jadowicie. Tak oto spokojna i cicha Catherine Johnson traci nad sobą kontrolę.
-A co z Nathalie? Ona też juz ciebie nie obchodzi?- po tych słowach James odwrócił się na pięcie, ciężko dysząc i zszedł na dół. Po chwili usłyszałam trzask drzwi. Wyszedł. Ja też udałam się do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. Ostatnie słowa Jamesa zabolały. Bardzo. Tęsknię za Nath, ale nie mogę wrócić do domu. To oznaczałoby powrót do bycia niewidzialną, nielubianą ofiarą losu. A teraz tak bardzo chciałam zapomnieć o przeszłości, żyć nowym, lepszym życiem. Schowałam twarz w dłoniach, próbując się uspokoić. Wszystkie wspomnienia wróciły. Niekontrolowana łza spłynęła po policzku. Usłyszałam pukanie do drzwi. To nie był Liam.

piątek, 3 stycznia 2014

Liam- cz.14

Tak, jak wtedy Zayn... uchhh....
-Liam...
-Tak?- zapytał prosto do mojego ucha.
-Może mógłbyś wyjść?
-Czemuuu?
-Bo cie o to proszę!
-Ech....- przewrócił oczami i wyszedł. tym razem przekręciłam zamek w drzwiach. Czesałam moje włosy, lubiłam to robić. Ubrałam się w jakieś czarne leginsy, biały podkoszulek i jeansową kamizelkę. Wyszłam do pokoju. Liam wręcz pożerał mnie wzrokiem.
-No co się tak patrzysz?- poczułam, że się rumienię.
-Bo jesteś śliczna...
-Tsaa...- jakoś nigdy nie umiałam w to uwierzyć, nie uważałam się za ładną, a co dopiero "śliczną".
-Chodź- Li objął mnie ramieniem i poszliśmy do kuchni. Usiedliśmy, potem doszli jeszcze Niall i Ann, i zaczęliśmy jeść śniadanie.
-Chodźcie chłopaki, musimy obgadać następną akcję- chłopacy (oprócz Nialla) pocałowali swoje dziewczyny, Liam też mnie cmoknął. Kiedy patrzyłam na resztę, zastanawiałam się, jakie są ich związki... Wglądali szczęśliwie, ale z tymi chłopakami trudno wytrzymać... hehehe... "Nasi" faceci poszli do jakiegoś pokoju zostawiając nas same ze swoimi myślami. Przypomniał mi się ten dziwny telefon... I ten śmiech... I nagle mnie olśniło... Ten facet z klubu miał bardzo podobny głos do tego z telefony, to musiał być ten sam. Trochę się wystraszyłam, ale pocieszyła mnie myśl, że Liam zawsze jest przy mnie i nie pozwoli mnie skrzywdzić... Ale czy na pewno? A może jestem tylko jego laleczką? Ja przecież nie wiem nic o jego przeszłości, o tym, jaki był... A co, jeżeli on tylko udaje, albo mu szybko minie i mnie gdzieś porzuci, albo coś gorszego??? Nie, nie wierzę w to... Jakoś nie potrafiłam wyobrazić sobie, że on mógłby zrobić mi jakąś krzywdę... Fakt, denerwuje się i nie lubi, kiedy się sprzeciwiam, ale nie jest przecież potworem. Moje rozmyślania przerwał mi Louis, który wszedł do pokoju.
-Emmm... Kate, chodź na chwilę...- kiwnęłam głową. O co mu może chodzić? Poszłam za nim do pomieszczenia, które wcześniej było oczywiście zamknięte. Rozejrzałam się. Wyglądało trochę jak biuro, ale bardziej przytulne.
-Usiądź na kanapie- powiedział Lou.
-Nie podoba mi się ten plan- powiedział Liam.
-Liam, nie mamy wyjścia...- odparł Louis. Hę?
-Ale dlaczego Kate?!
-Bo ona nadaje się do tego najbardziej...- powiedział Zayn. Do czego? Czy ja się dowiem?!
-Dobra, zamknijcie się już- powiedział Harry.
-A teraz Kitty, posłuchaj- Lou spojrzał się na mnie, siadając na przeciwko.