-Zacznijmy od tego, że teraz ładnie odłożycie broń... Chyba nie chcecie, żeby tej panience coś się stało?- mężczyznę wyraźnie bawiła cała ta sytuacja. Podniósł broń i przycisnął ją do mojej skroni. Czułam się okropnie głupio. Dałam się tak wkręcić, chciałam sobie udowodnić, że nie jestem niezdarą. I co z tego wyszło? Jedno, wielkie gówno. Brawo, tylko ja mam takiego pecha. Nagle do pomieszczenia wkroczyli Liam i Louis. Zdziwili się, kiedy zobaczyli chłopaków z podniesionymi rękoma i mnie w tej głupkowatej sytuacji. W oczach Liama dostrzegłam... strach? Ból? A może wszystko na raz? Oni też odłożyli broń.
-Myślicie, że się was nie spodziewałem? Zawsze jestem ostrożny...- zaśmiał się parszywie, a ja nie mogłam spojrzeć chłopakom w oczy. Czułam się, jakby to wszystko było moją winą, chociaż nie mogłam przewidzieć tego, że ten koleś jest uzbrojony.
-Nie ruszaj się z miejsca, bo rozwalę jej tą śliczną główkę- powiedział mój oprawca do Liama, który starał się nieznacznie zbliżyć do jednego z pistoletów. Jeżeli oni coś zrobią, ten facet mnie zabije. Oni nie mogą zrobić nic...
*....*
-Nie ruszać się, bo strzelam! To jest napad!- mój kolega Ricky wpadł do salonu, będącego w owym momencie bankiem.
-O nie!- zaczęła krzyczeć Nathalie.
-Dawaj pieniądze- chłopiec skierował głowę w moją stronę.
-Nie!
-Daj, bo strzelam!- pokiwał pistoletem na wodę tuż przed moim nosem. Zaczęłam wrzucać papierowe banknoty do reklamówki z delikatesów, którą podał mi ten bandyta.
-A teraz pójdziesz ze mną...- oprócz siatki, wziął też mnie. Ciągnął mnie w stronę drzwi, Nath krzyczała.
-Pomocy! Niech ktoś nam pomoże!
-Cicho bądź, nikt wam nie pomoże, bo nikt ze mną nie zadziera...- Ricky pomachał swoją "bronią". Próbowałam się wyrwać, ale mi się nie udawało. Był silniejszy. Nagle do salonu wpadł Jamie.
-Zostaw ją, ty potworze!- strzelił z pistoletu na wodę prosto w Ricky'ego. Chłopak padł zaskoczony na ziemię. Byłam wolna.
-Nasz wybawca!- rzuciłyśmy się z Nath James'owi na szyję. Ricky leżał w kałuży wodnej krwi, pieniądze wróciły do banku. W tym wspaniałym momencie do salonu weszła mama.
-Dzieci, koniec zabawy, musimy z tatą popracować. CO TU SIĘ STAŁO?!- spojrzała na mnie i James'a. -MACIE NATYCHMIAST TUTAJ POSPRZĄTAĆ, KONIEC ODWIEDZIN!- wyprosiła Nath i Ricky'ego, a pistolety na wodę i papierowe banknoty zostały zabrane. Bank został rozebrany do części pierwszych. Poszliśmy do swoich pokoi. Koniec zabawy.
-Zostaw ją, ty potworze!- strzelił z pistoletu na wodę prosto w Ricky'ego. Chłopak padł zaskoczony na ziemię. Byłam wolna.
-Nasz wybawca!- rzuciłyśmy się z Nath James'owi na szyję. Ricky leżał w kałuży wodnej krwi, pieniądze wróciły do banku. W tym wspaniałym momencie do salonu weszła mama.
-Dzieci, koniec zabawy, musimy z tatą popracować. CO TU SIĘ STAŁO?!- spojrzała na mnie i James'a. -MACIE NATYCHMIAST TUTAJ POSPRZĄTAĆ, KONIEC ODWIEDZIN!- wyprosiła Nath i Ricky'ego, a pistolety na wodę i papierowe banknoty zostały zabrane. Bank został rozebrany do części pierwszych. Poszliśmy do swoich pokoi. Koniec zabawy.
*...*
W tym momencie tylko ja mogłam sobie pomóc. Żaden dzielny kowboj mnie nie uratuje, ale ja mogę spróbować. Z całej siły wbiłam szpilkę w nogę mężczyzny, który syknął z bólu. Był zdezorientowany. Kopnęłam go w czułe miejsce, a on wypuścił broń. Chłopacy w mgnieniu oka się nim zajęli, a Liam już trzymał mnie w swoich objęciach. Naprawdę się o mnie martwił, a ja naprawdę byłam w tamtej chwili szczęśliwa. Udało mi się pokazać, że nie zawsze muszę być tą najgorszą. W dodatku poczułam, że moje miejsce jest w ramionach Liama. Nigdzie indziej.
Jak dobrze ,że Kate się uratowała !!
OdpowiedzUsuńA Liam się o nią bał..awaa słodko ;*