piątek, 22 listopada 2013

LIAM-prolog

        Obudziło mnie dzwonienie budzika. "Wstawaj, Kate" pomyślałam i leniwie zwlekłam się z łóżka. Spojrzałam za okno. Znowu pada. Nienawidzę takiej pogody. Czuję się ciężko, mam chandrę. A już kompletnie dobija mnie praca w taki dzień. Klienci są marudni, a ty musisz znosić te ich kaprysy, w dodatku z uśmiechem na twarzy. W takie dni modlę się, żeby do kompletu nie spotkać jeszcze szefa. Parszywy drań, tylko czeka, żeby obciąć komuś pensję. Przeważnie jest "bardzo zajęty", a jeśli już ma troche czasu, to chodzi po lokalu i krytykuje pracowników. Ale koniec rozmyślań, czas goni.
Dojechałam do pubu, w którym pracowałam jako kelnerka i zaczęłam swoją dniówkę. W pewnym momencie wszedł wysoki mężczyzna ubrany na czarno. Podeszłam do niego, żeby go obsłużyć. Gdy zobaczył, że idę w jego stronę, uśmiechnął się tajemniczo. Zmieszałam się trochę.
-Dzień dobry. Co podać?- zapytałam.
-Piwo- odpowiedział. Kiedy go obsłużyłam, zajęłam się innymi klientami. W pewnym momencie zauważyłam, że tamten osobnik zerka na mnie kątem oka. O co mu chodzi?



Kate <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz